
Nadciśnienie tętnicze występuje u 3-5 proc. dzieci do osiemnastego roku życia. Jednak u zdrowych dzieci należy mierzyć ciśnienie dopiero po ukończeniu trzeciego roku życia – twierdzi prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego prof. Mieczysław Litwin.
Nadciśnienie tętnicze u dzieci
Z badań w Polsce wynika, że nawet u noworodków zdarza się nadciśnienie tętnicze krwi, choć bardzo rzadko – jedynie u 0,3 proc. maluchów. U dojrzewających chłopców w wieku 18 lat to już częste przypadki. W Warszawie aż 16,2 proc. z nich wykazuje zbyt wysokie ciśnienie krwi.
Prof. Mieczysław Litwin z Klinika Nefrologii, Transplantacji Nerek i Nadciśnienia Tętniczego Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” twierdzi, że u zdrowych dzieci należy mierzyć ciśnienie dopiero po ukończeniu trzeciego roku życia. Wtedy jest większa szansa na uniknięcia pułapki fałszywego wykrycia u dziecka nadciśnienia.
Niepokojące jest, że coraz więcej nastolatków ma nadwagę i otyłość oraz choruje na cukrzycę, a to zwiększa ryzyko nadciśnienia tętniczego, które dla zdrowia, szczególnie tak młodego organizmu, może być katastrofalne.
Skąd bierze się nadciśnienie pierwotne u dzieci?
Prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego wyjaśnia, że na nadciśnienie pierwotne wpływa wiele czynników. – Pozytywna wiadomość jest jednak taka, że na ciśnienie tętnicze bardzo korzystnie wpływa wysiłek fizyczny, który można połączyć na przykład z uprawieniem sportu. Pomocna jest też zmiana diety i ograniczenie spożycia soli.
Mamy zatem dużą skuteczność tego co nazywany leczeniem niefarmakologicznym. A sytuacja ta jest jeszcze o tyle korzystna, że w organizmie młodego człowieka nie ma jeszcze zmian wtórnych, których odpowiednim postępowaniem możemy uniknąć.
Zbyt wysokie ciśnienie można obniżyć na długi okres nawet 10-20 lat i przynajmniej opóźnić wystąpienie choroby. Wskazują na to badania, jakie przeprowadzono w USA u tzw. młodych dorosłych w wieku 20-35 lat.
Nadciśnienie tętnicze to w dużej mierze choroba stylu życia. Nie każdy musi mieć nadciśnienie, ale trzeba o to zadbać
– przekonuje prof. Mieczysław Litwin. (PAP)



