
Spis treści
Specjaliści ds. żywienia, komentując te zjawiska, podkreślają, że problem nie polega wyłącznie na tym, iż jemy więcej niż powinniśmy, ale przede wszystkim na tym, że wysoko przetworzona żywność została zaprojektowana tak, by omijać naturalne mechanizmy regulujące głód i sytość.
Aromaty, słodziki i cukier: dlaczego jemy za dużo
Jak tłumaczą eksperci, ludzki organizm potrzebuje tłuszczów, węglowodanów i białka, jednak to nie same makroskładniki odpowiadają za epidemię otyłości. Problemem są dodatki - zwłaszcza aromaty, substancje słodzące i cukier - które sprawiają, że jemy znacznie więcej, niż wymaga organizm. W naturze nie występują produkty jednocześnie bardzo słodkie i bardzo tłuste; to połączenie jest wytworem nowoczesnego przemysłu spożywczego i działa na mózg jak przycisk pobudzający system nagrody. Dlatego otwierając paczkę słodyczy czy chipsów, tak trudno się zatrzymać. Zaspokojenie głodu przestaje być głównym celem - dominują impulsy hedonistyczne, które wymuszają kolejne kęsy. Ten mechanizm, jak wyjaśniają specjaliści, jest porównywalny z działaniem nikotyny czy niektórych narkotyków. Nie dotyczy wszystkich w równym stopniu, ale dla bardzo wielu osób staje się codziennym doświadczeniem. Mówienie o „wyborach konsumenckich” nie oddaje więc pełnego obrazu sytuacji - ostatecznie, gdy na półkach przeważają produkty zaprojektowane tak, by trudno było im się oprzeć, odpowiedzialność indywidualna nie wystarcza.
UPF - żywność ultraprzetworzona a zdrowie
Choć badania żywieniowe mają swoje ograniczenia, rośnie liczba dowodów wskazujących, że regularne spożywanie ultraprzetworzonych produktów wiąże się z większym ryzykiem chorób takich jak cukrzyca typu 2, otyłość, depresja czy choroby układu krążenia. Metaanalizy obejmujące nawet dziesiątki milionów uczestników potwierdzają te zależności. Podczas gdy trudno jest w 100 procentach ustalić, które składniki są kluczowymi „sprawcami”, eksperci wskazują, że dominującą rolę odgrywa kombinacja dodatków zaburzających sytość.
Najmocniejszym dowodem na to, że to nie same tłuszcze czy cukry są głównym problemem, jest niewielkie, lecz przełomowe badanie z USA. Uczestnicy, którzy przez dwa tygodnie jedli wyłącznie UPF, spożywali średnio o 500 kilokalorii dziennie więcej niż ci, którzy jedli tylko produkty minimalnie przetworzone - mimo że posiłki obu grup miały identyczną wartość odżywczą. Różnica wynikała wyłącznie z przetworzenia i obecności dodatków. Wystarczyło 14 dni, by uczestnicy „grupy UPF” przybrali na wadze prawie kilogram. Japońskie badania potwierdziły te wyniki.
Jak dodatki w postaci aromatów i dosładzania zmieniają działanie mózgu i jelit
Eksperci zwracają uwagę na dwa kluczowe mechanizmy. Po pierwsze, jedzenie UPF wzmacnia tak zwane hedonistyczne odżywianie, czyli jedzenie dla przyjemności, w którym smak, zapach, kolor i tekstura są projektowane tak, aby maksymalnie aktywować ośrodek nagrody. Po drugie, produkty te zaburzają powiązanie między smakiem a składnikami odżywczymi. Mózg uczy się, że konkretny smak oznacza określoną wartość odżywczą. Gdy jednak np. jogurt truskawkowy smakuje jak truskawka, ale nie dostarcza odpowiedniej ilości witamin, ciało „domaga się” więcej. Skutkiem jest nadmierne jedzenie. Dodatkowo sztuczne słodziki wpływają na mikrobiom jelitowy. Zmiany w składzie mikrobioty mogą prowadzić do zaburzeń metabolicznych, zwiększonego apetytu, a nawet insulinooporności. To kolejny kanał, przez który wysoko przetworzona żywność wpływa na zdrowie, i to w sposób trudny do zauważenia na co dzień.
Na jakie dodatki do żywności zwrócić uwagę, by chronić wagę
Choć lista dodatków występujących w żywności jest bardzo długa, eksperci wskazują trzy grupy, które - ich zdaniem - mają największy wpływ na tycie: aromaty, słodziki i cukier. To one najbardziej zaburzają poczucie sytości oraz sprzyjają przejadaniu się. Inne dodatki, takie jak emulgatory, barwniki czy wzbogacane białka, prawdopodobnie mają mniejsze znaczenie w kontekście przyrostu masy ciała. Szczególnie niebezpieczne są napoje słodzone. Zawarty w nich cukier nie syci w takim stopniu jak cukier w jedzeniu, co oznacza, że spożywając napój o wartości kilkuset kilokalorii, organizm „wyczuwa” jedynie niewielką część tej energii. Reszta trafia prosto do rezerw tłuszczowych lub odkłada się w naczyniach krwionośnych. Co więcej, badania pokazują niemal liniowy związek między ilością wypijanego słodzonego napoju a ryzykiem przedwczesnej śmierci. Zastępowanie cukru słodzikami nie rozwiązuje problemu. Słodziki również zaburzają mikrobiom i często prowadzą do wzrostu masy ciała. Z tego powodu ekspert podkreśla, że napoje typu „zero” nie są zdrową alternatywą - to raczej zamiana jednego problemu na drugi.
