
Straty wyniosły 25 proc., czyli nieco mniej niż w dwóch poprzednich latach, gdy zimowa śmiertelność sięgała odpowiednio 31 i 27 proc.
Według Flamandzkiego Instytutu Pszczelarskiego sytuacja pozostaje jednak alarmująca. Jak podkreślił dla flamandzkiego nadawcy VRT Steven Verhaeghe z instytutu, aby populacja pszczół miodnych mogła się utrzymać, zimowe straty nie powinny przekraczać 10 proc. Taki poziom notowano przed pojawieniem się warrozy.
Warroza główną przyczyną śmierci pszczół
Eksperci wskazują, że główną przyczyną obecnych strat jest warroa destructor, roztocze pasożytujące na pszczołach miodnych. Profesor Dirk de Graaf z Uniwersytetu w Gandawie wyjaśnił, że pasożyt przypomina małego pająka, ma osiem odnóży i spłaszczone ciało, dzięki czemu łatwo ukrywa się między segmentami ciała pszczoły. Żywi się jej hemolimfą i tkankami, a dodatkowo przenosi wirusy, które mogą prowadzić do wysokiej śmiertelności.
Roztocze atakuje nie tylko dorosłe osobniki, ale także rozmnaża się w czerwiu. Kluczowy moment następuje tuż przed zamknięciem komórki z larwą. Wówczas samica wchodzi do środka i składa jaja. Rozwijające się potomstwo pasożytuje na młodej pszczole jeszcze przed jej wygryzieniem się z komórki, co prowadzi do osłabienia organizmu i może skutkować deformacjami.
Varroa destructor pojawiła się w Europie na początku lat 80. XX wieku. Jak wyjaśnił De Graaf, pierwotnie pasożytowała na azjatyckiej pszczole, która lepiej toleruje jej obecność. Do przeniesienia roztocza na pszczołę europejską doszło w Azji, gdzie oba gatunki były hodowane równolegle. Europejskie pszczoły nie miały wobec nowego pasożyta naturalnych mechanizmów obronnych.
Od dekad pszczelarze próbują zwalczać warrozę. Początkowo stosowano leki, ale roztocza uodporniły się na część preparatów. Później zaczęto używać kwasów odparowywanych w ulach. Według naukowców skutkiem ubocznym wieloletniego leczenia jest jednak to, że pszczoły nie wykształciły własnych mechanizmów obronnych i stają się coraz bardziej podatne na zagrożenie.
Naukowcy ostrzegają przed nowym pasożytem
Profesor De Graaf apeluje, by pszczelarze większy nacisk położyli na selekcję rodzin pszczelich. Chodzi o wybór takich linii, które potrafią rozpoznawać obecność pasożyta w komórkach czerwiu i ograniczać jego rozmnażanie. Jak zaznaczył, we Flandrii istnieje już skoordynowany program selekcyjny, ale uczestniczy w nim zaledwie czterech pszczelarzy spośród 4-5 tysięcy działających w kraju.
Naukowiec ostrzegł również przed nowym zagrożeniem - roztoczem tropilaelaps. Jest ono około dwa razy mniejsze od warrozy, ale rozmnaża się pięciokrotnie szybciej, przez co może znacznie szybciej zniszczyć kolonię. Pasożyt nie dotarł jeszcze do Europy Zachodniej, ale - według De Graafa - przesuwa się z Azji coraz bliżej i znajduje się już w rejonie granicy z Turcją.
Ekspert uważa, że wzmocnienie selekcji pszczół już teraz może pomóc także w przyszłej walce z tym nowym pasożytem. Jego zdaniem odporność rozwinięta przeciw warrozie może częściowo chronić rodziny pszczele również przed tropilaelaps.
Patryk Kulpok (PAP)
pmk/ zan/



